szukaj w artykułach redakcyjnych
polski      english 

Strona główna

Kalendarium

O bazie

Szukaj w bazie danych

Centrum

Logowanie



WYSZUKIWANIE W BAZIE DANYCH

zdarzenie
Pierwsze naloty nad Warszawą. W ciągu dnia kilkakrotnie ogłaszano alarm. Wielu ludzi twierdziło że to "próbne alarmy", ale pierwsze bomby już padały.   
Najtragiczniejsze bombardowanie trwało bez przerwy od ósmej rano do ósmej wieczorem. Groźne były szrapnele rozpryskujące się i nadlatujące z sykiem i świstem.   
Niemcy zajęli Warszawę. Do miasta wkroczyli z muzyką (megafon radiowy na wozie). Zaraz też rozdawali chleb mieszkańcom. Ludzie ustawiali się w kolejki, wśród nich także Żydzi, ale w mniejszej liczbie. Bali się reakcji Polaków, bowiem ci rozpoznawszy Żyda wskazywali ich Niemcom, którzy natychmiast wyrzucali rozpoznanego z kolejki.   
W getcie działało ponad tysiąc komitetów domowych. Pracowało w nich społecznie kilka tysięcy osób. Ich działalność była nadzorowana i koordynowana przez Żydowską Samopomoc Społeczną. Działały w ramach komitetów przeróżne komisje np.; gospodarcza, imprezowa, zapomogowa, odzieżowa, koła kobiet, młodzieży, patronatu nad uchodźcami, przesiedleńcami i sierocińcami. Finansowane były z podatków tygodniowych nakładanych na bogatych i mniej bogatych, ale mających utrzymanie lokatorów, z których składek były wypłacane zapomogi tym najuboższym.  
Nastąpiło otwarcie 'kącika' dla dzieci. Uczęszczało do niego początkowo trzynaścioro dzieci. Organizowano im w różnej formie czas - gimnastyką, lekcjami śpiewu, pogadankami, czytaniem bajek oraz innymi zabawami. Z czasem 'kącik' przekształcił się w prywatne przedszkole i za jego prowadzenie autorka otrzymywała wynagrodzenie finansowe.   
Część murów okalała już getto. Jego mieszkańcy od dawna nosili już opaski. W jednym kącie getto kończyło się na rogu Franciszkańskiej i Freta. Ulica Bonifraterska do Muranowskiej została w granicach getta. Tramwaje ze Śródmieścia w stronę Żoliborza przejeżdżały jeszcze przez jego teren. Było tłoczno i ciasno. Do getta z okolicznych miasteczek i wsi przywożono Żydów - po drodze wymordowawszy czasami połowę ich mieszkańców.  
Wprowadzono w Warszawie dla wszystkich Żydów powyżej dziesiątego roku życia obowiązek noszenia na prawym rękawie ubioru zewnętrznego białych opasek z niebieską gwiazdą Dawida.  
W getcie powstała władza żydowska w postaci Rady Żydowskiej (Judenratu, Gminy) składająca się z dwudziestu czterech radców, na których czele stanął Adam Czerniakow. Powołano także do życia Żydowską Służbę Porządkową zwaną potocznie Policją Żydowską (jesień 1940 rok). Na jej czele stanął przedwojenny pułkownik Polskiej Policji Państwowej, przechrzczony Żyd - Józef Szeryński. Głównym zadaniem policji było utrzymywanie porządku wewnątrz getta, wypełnianie i przestrzeganie zarządzeń okupanta, a także kierowanie ruchem zatłoczonych ulic. W czasie łapanek do obozów pracy i wielkiej akcji wysiedleńczej jej członkowie dali się poznać jako okrutni i przekupni.  
Zrobiło się ciepło. Ita wraz z podopiecznymi zaczęła chodzić do ogródka , który został zrobiony z placu przylegającego do byłego więzienia na Gęsiej. Drzewa i krzewy ciągnęły się tam wszędzie. Policja porobiła tam trawniki, aleje, place do gry, poustawiała ławki. Był to tak zwany 'ogródek policyjny', zaś wejście do niego było płatne. Wystarała się jednak o dużą ulgę dla dzieci.   
Znowu zaczęto zmniejszać getto. Zaczęto budować mur, bowiem teraz ulica Bonifraterska miała stanowić granicę. Także od strony ulicy Twardej obcinano jakiś kawałek. Z każdym dniem dostanie mieszkania stawało się bardzo ciężkim problemem.   
Rozszalał się w getcie tyfus plamisty. Niemalże w każdym domu w getcie był jakiś chory. Szpitale nie chciały już przyjmować, bowiem zabrakło miejsc. Jako pierwszy z rodziny
zachorował ojciec Ity - rabin Rozencwajg. Autorka wraz z kuzynką Sarą otacza go opieką, codziennie odwiedza, myje, robi zastrzyki oraz zanosi coś do jedzenia. Po kilku dniach udaje się jej ocalić rabina. Zaraz potem jednak na tyfus zapada najstarsza siostra Chaja. Pomimo ciągłej opieki autorki pod koniec trzeciego tygodnia choroby (zachorowała dodatkowo na zapalenie płuc) siostra umiera.
  
Wywożenie Żydów z Lublina. Do getta warszawskiego zaczęli napływać pierwsi uciekinierzy. Opowiadali o przerażającej sytuacji lubelskich Żydów - masowym mordowaniu, rozdzielaniu rodzin, wywózkach w zaplombowanych wagonach w nieznanym kierunku i selekcjach do obozów. Autorka otrzymała list od swego szwagra Lejby Eigera. Opisuje w nim sytuację w Lublinie w ostatnich dniach i los swojej rodziny. Mieszkańcy warszawskiego getta nie potrafią tego zrozumieć i niedowierzają wieściom z Lublina. Ufają, że taka sytuacja nie spotka Żydów warszawskich.  
W momencie zamknięcia getta warszawskiego, znajdowało się w jego obrębie około 410 tys. osób. Deportacje w okolicznych miejscowościach i innych miastach Polski powodowały napływ ludności na teren getta. Wiosną 1941 roku było około 460 tys. mieszkańców getta. Tuż przed deportacją latem 1942 roku przebywało w nim około 380 tys. mieszkańców.   
Był piękny czerwiec. Ita zatrudniła do kącika dla dzieci nauczycielkę rytmiki. Często przebywała z dziećmi w ogródku lub chodziła do teatru Znicza lub kukiełek, gdzie dzieci ze szkoły tańca dawały swe przedstawienia. Życie kulturalne w getcie kwitło. W cukierniach dało się widzieć eleganckich panów w towarzystwie ich przyjaciółek. Byli to przeważnie szmuglerzy, robiący w tym czasie miliony, piekarze czy też policjanci. Obok zaś była nędza, na ulicach pełno żebraków, dzieci wygłodniałych i obdartych. Na co drugiej ulicy każdego ranka znajdywano umarłego z głodu.  
'Powiał jakiś specyficzny, niespokojny wiatr po getcie.' Zaczęto mówić o konieczności przez każdego pracy w tzw. szopach czyli warsztatach krawieckich, szewskich i innych zawodach, które pracowały dla wojska niemieckiego. W getcie były dwie najważniejsze firmy - Schultz i Tobbens. Za pracę dostawało się zupę z brukwi i kilkanaście złotych tygodniowo.Wieść mówiła, iż każdy kto nie podejmie pracy zostanie wysiedlony.   
Codziennie rozstrzeliwano kilkudziesięciu ludzi. W nocy nikt nie sypiał spokojnie, bowiem nigdy nie było wiadomo, po kogo mogą przyjść. W biały dzień podjeżdżały pod różne bramy taksówki z żandarmami, z nimi jakiś człowiek - Żyd. Kazano kłaść się mu na ulicy i strzelano do niego. Tak działo się w dziesięciu miejscach na raz. Dawało się wyczuć, że coś ponurego i strasznego zbliżało się do getta.  
Otwarto ogródek dla dzieci szkół gminnych, które istniały już od roku. W otwarciu wzięli udział przedstawiciele gminy, nauczyciele wraz ze swymi klasami, przedstawiciele placówek społecznych i policja.   
Na mieście panuje okropny niepokój. Autorka puszcz dzieci do domów, uważając że lepiej by były przy swych rodzicach. Wieczorem pojawiają się na mieście plakaty z zarządzeniem o mającym nastąpić następnego dnia wczesnym popołudniem wysiedleniu mieszkańców getta. Z rozkazu władz niemieckich ludność żydowska ma zostać przesiedlona na wschód. W getcie mogą pozostać robotnicy zakładów Schultza i Tobbensa z żonami i dziećmi, a także robotnicy pracujący dla władz niemieckich, urzędnicy gminni, policja oraz ich rodziny (żony i dzieci). Młodzież która pozostanie będzie skoszarowana i zatrudniona w zakładach niemieckich. Pozostali mają obowiązek stawienia się na Uschlagplatzu. Każdy może zabrać ze sobą żywność oraz bagaż nie cięższy niż dwadzieścia pięć kilogramów. Pod zarządzeniem podpisali się członkowie rady żydowskiej.  
Według autorki tego dnia Adam Czerniakow popełnił samobójstwo. W rzeczywistości stało się to dzień później 23 lipca 1942 roku. Nie chciał podpisać odezwy do ludności wywieszonej dzień wcześniej. Jako jeden z nielicznych przeczuwał co ona oznacza. Otruł się cyjankiem w swoim biurze.   
Środa. Od wczesnych godzin rannych następują blokady pierwszych domów. Akcję przeprowadza żydowska policja. Wyłapują z ulic ludzi żebrzących i tych, którzy na nich wyglądają po czym prowadzą ich na Umschlagplatz. W pojedynczych domach pozamykano bramy, pod którymi ustawiono wozy ciężarowe. Na nie ładowani są wyprowadzani na siłę i gwałtem płaczący, krzyczący i wyrywający się ludzie. Pozostali mieszkańcy tych domów posiadający świadectwa pracy, któregoś z szopów lub wykazujący posiadanie tam męża (odwrotnie nie ma znaczenia, żona bowiem nie kryje męża) na razie pozostają. Autorka wraz z kuzynką Sarą udaję się państwa Wrocławskich - teściów Sary.  
Czwartek. O piątej rano słychać już wozy z policją, które jadą na blokady domów. Mają wyznaczony codziennie kontyngent - dziesięć tysięcy ludzi. Autorka wraz z kuzynką Sarą stara się o zorganizowanie maszyny do szycia dla swego wujka Mendla tym samym załatwiając mu miejsce pracy w szopie. Po zdobyciu maszyny do szycia czekają na zatwierdzenie podanej listy robotników. W getcie powstają prywatne szopy starające się o dostawę dla firm niemieckich dzięki czemu będą honorowane. Na Nalewkach organizuje się oddział szopu Tobbensa. Wielu ludzi ucieka, przekupiwszy posterunki przy wylotach z Warszawy. Na Umschlagplatzu znajduje się już tysiące ludzi. Wyznaczono do opieki nad nimi kilku sanitariuszy i pielęgniarek. Udzielają oni pomocy mdlejącym, rannym lub chorym, zanoszą ich do wagonów. Tak mija kolejny dzień wysiedlania.  
Piątek. Na ulicach podniecenie, ludzie pędzą, gdzieś się spieszą, każdy szuka ratunku, szopy są oblegane przez chcących się ratować. Ryksze jeżdżą z maszynami do szycia, maszynami trykotażowymi, maszynami szewskimi. Gdy nagle ukazuje się kilka wozów z policją, ulice natychmiast pustoszeją. Po jakimś czasie (godzinie lub dwóch) ludzie powracają.  
Piątek. Josef syn gospodarza z Nalewek zgadza się na fikcyjny ślub z autorką. Ma osiemnaście lat i pracuje w szopie Schultza.
Rabin Rozencwajg szybko wypisuje świadectwo ślubu, z którym należy udać się do rabina okręgowego w celu potwierdzenia.
W ten sposób Josef otrzyma ausweis dla autorki i będzie w stanie uchronić ją przed wysiedleniem.
  
Piątek. Blokada domów od 17 do 29 na Franciszkańskiej - Nalewki. Zabrali niemalże wszystkich mieszkańców. Ci co pozostali są bardzo zdenerwowani. Radzą by autorka starała się o uratowanie swojej rodziny, pieniądze na ten cel otrzyma od komitetu domowego.  
Sobota. Codziennie o czwartej popołudniu wywożono partię sześciu tysięcy ludzi. Wywieszono plakaty meldujące, że ochotniczo się stawiający na placu dostaną dodatkowo kilogram powideł i trzy kilogramy chleba, a do tego nie zostaną rozdzieleni z rodziną. Wiele osób stawiło się z paczkami, kuframi i tobołami, wszyscy pewni że jadą na wschód, gdzie będą ć dalej. Znaleźli się nawet tacy co powtarzali plotkę, iż ci wywiezieni znajdują się w Brześcu, gdzie dostali mieszkania i zostali przyjęci przez gminę żydowską. Wielu z nich było pewnych rychłego powrotu, do końca wierzono, iż uda się jakoś przeżyć.  
Autorka w celu ratowania ojca udaje się do protektorów władz niemieckich, dawnych magnatów łódzkich przebywających wówczas na aryjskiej stronie i chodzili bez opasek po getcie. Na Umschlagplatzu doglądali wysyłania i transportu swoich rodaków. Ich sekretarz obiecał sprawę ojca autorki załatwić.   
Niedziela. Nie było blokad, dlatego ludzie wykorzystali ten dzień by załatwiać różne sprawy. Wiele osób wyległo na ulice. Zrobiło się tłoczno i ciasno. Autorka odwiedza okręgowego rabina, gdzie wiele młodych osób bierze w pośpiechu ślub. Jeśli mężczyzna pracował w szopie był to sposób na zapewnienie dziewczynom, krewnym albo znajomym względnego bezpieczeństwa. Cena świadectwa ślubu wzrosła do kilkuset złotych. Autorka uzyskuje je jako córka rabina bezpłatnie.  
Poniedziałek. Szósty dzień wywózek. Na Umschlagplatzu nadal znajduje się rodzina autorki. Czują się bardzo zmęczeni, ledwo trzymają się na nogach.   
Wtorek. Autorka dostaje wiadomość o powrocie swojej rodziny do domu z Umschlagplatzu. Natychmiast próbuje się tam dostać. Po drodze napotyka samochód ciężarowy z żandarmami, którzy wymierzają w nią swe karabiny. W ostatniej jednak chwili rozmyślają się. Na miejscu (w domu ojca) dowiaduje się, iż do domu nie wrócił szwagier ze swoją córką Felą.   
Minął tydzień wysiedleń. Akcję prowadzą już nie tylko policjanci żydowscy, ale także około dwustu Ukraińców i Łotyszów. Wpuszczeni na kilka godzin do getta w towarzystwie jednego lub dwóch żandarmów szaleją , mordują i pławią się w ludzkiej krwi. Świadkami tego są policjanci żydowscy, którzy muszą patrzeć na tą makabrę. Jedzenia do getta już nie dostarczają. Jedynie na Lesznie kwitnie jeszcze szmugiel. Ceny żywności rosną bardzo. Kilogram masła dochodzi do trzystu - pięciuset złotych, chleb do sześćdziesięciu - stu złotych za kilogram.  
Fikcyjny mąż Ity, w końcu dostał dobry ausweis z szopu. Dzięki niemu może się swobodnie poruszać po getcie, ale dla Ukraińców nie ma to większego znaczenia, bowiem gdy robią blokadę nie zwracają na nic uwagi.   
Wujek z ciotką wyjeżdżają do Mińska Mazowieckiego. Ktoś wysłał po nich ciężarówkę. Autorka się wacha czy także ma opuścić Warszawę. W tym czasie przeprowadzana jest łapanka na Nalewkach, w trakcie której autorka z pomocą znajomego lekarza chowa się w piwnicy. Wujek z ciotką nie mogąc czekać dłużej wyjeżdżają sami.   
Policjant mieszkający przy Nowolipki 44 dał znak, że numer ten będzie właśnie blokowany. Policja ma sprawdzać świadectwa pracy mieszkających w tym domu.
Autorka dostaje wiadomość od wujka Miodownika z Mińska.
  
Autorka wybrała się do krawca po palto. W tym czasie nastąpiła blokada ulicy. Chcą uniknąć złapania uciekła na strych kamienicy. Przechodząc przez kolejne strychy przedostała się na ulicę Dzielną, gdzie schowana przeczekała blokadę. W czasie ucieczki autorka zgubiła torbę z dokumentami i pieniędzmi.   
Zamknięto nagle ulicę i rozpoczęto akcję. Sara i Kuba Wrocławscy wybrali się do szpitala z powodu złego samopoczucia i dużej gorączki Sary. Gdy dotarli pod szpital rozpoczęła się blokada.
Kubę Wrocławskiego wraz z masą innych ludzi popędzono na Umschlagplatz, ale tam po obejrzeniu ausweisów został wypuszczony. W tym samym czasie Sara jego żona została zabrana spod szpitala i poprowadzona też na Umschlagplatz. W ostatniej chwili uratowała się dzięki przyłączeniu do przechodzącego doktora i pielęgniarki. Przenosili akurat na noszach żydowskiego policjanta. Pomógł jej w tym strój pielęgniarki jaki miała wówczas na sobie.
  
W czasie blokad zabierają lub zabijają chorych w łózkach. Ukraińcy i żandarmeria zabijają na miejscu, a jesli nie to na Umschlagplatzu dają im po bochenku chleba, odstawiają na stronę, a potem pędzą na cmentarz żydowski i rozstrzeliwują prosto do dołów. Grzebią zabitych inni Żydzi, którzy mają możliwość kupienia tam żywności od szmuglerów z aryjskiej strony.   
Krążą po getcie plotki, ze mają zostawić dwieście tysięcy pracujących ludzi, i że akcja wysiedleńcza ma tylko trwać do miesiąca inni mówią, że do dwóch tygodni. Jedna z pogłosek mówi, iż robotnicy Schultza i Tobbensa mają być wraz z żonami i dziećmi skoszarowani w bloku domów mieszczących sie koło fabryk. W podobny sposób ma być z innymi fabrykami i szopami.  
Żandarmeria, a w szczególności Ukraińcy i Łotysze, którzy przed wejściem do getta upijają się, nie zwracają uwagi na żadne świadectwa. Policja żydowska też nie zawsze honoruje żon i dzieci tych, którzy nie podlegają wysiedleniu. I chociaż o tym powszechnie wiadomo, to jednak każdy chce posiadać jakiś dokument.   
Autorka cały dzień zostaje w domu przy ulicy Nowolipki 24. Niemożliwe jest wyjście na ulicę. Cały dzień trwa akcja, policja nie pozwala się kręcić.   
Blokowano dom przy Nowolipkach 24. Policjant, którego rodzice tam mieszkali przyszedł ostrzec mieszkańców i pomógł im przedostać się na strych. Otwór znajdował się w suficie na korytarzu, należało przystawić stół aby wciągnąć się na górę.
Z domu tym razem zabrali tylko kilkoro ludzi.
  
Była akcja w bloku domów, gdzie skoszarowana była Sara Wrocławska ze swoim mężem. Świadectwo pracy Kuby nie wystarczyło, aby tym razem uchronić Sarę przed wysiedleniem. Nie pozwolono mu także iść razem z żoną. Została zabrana na Umschlagplatz.  
W domu na Nowolipkach 24 ma odbyć się akcja. Autorka nie opuszcza mieszkania, jest bardzo przybita wywiezieniem Sary. Nie spała w nocy majacząc i płacząc przez sen. Ma jednak nadzieję że uda się odnaleźć kiedyś kuzynkę.   
Autorka udaje się do szopu na Gęsią, bowiem wszędzie robią już akcję, a jej dokumenty nie przydają się już na nic. Teraz w czasie akcji zabierają żony i dzieci robotników bez wyjątku. W szopach także przeprowadzane są już akcję. W trakcie jednej z nich zabrano kilkudziesięciu robotników. Nie ma znaczenia już czy się pracuje czy też nie.  
Likwidacja tzw. małego getta. Wszyscy muszą przeprowadzić się na teren dużego w przeciągu dwóch dni. Ludzie powychodzili z piwnic, ze strychów i innych różnych dziur i kryjówek. Pewnie czuli się robotnicy, zatem swe dobytki ładowali na wózki ręczne i w ten sposób się przeprowadzali. Gdy ulice wypełniają się ludźmi zostają blokowana z obu stron. Cały tłum wtedy zostaje pędzony w stronę Umslagplatzu. Na terenie tzw. dużego getta dzieje się to samo. Każą wyprowadzać się z jednej strony Nowolipia czy innej ulicy a potem pędzą na Umslagplatz. I tak zacieśnia się obszar mieszkalny getta.  
Prawdopodobnie z getta wywieziono już kilkaset tysięcy ludzi. Nikt kto pozostał nie wie, co będzie dalej. Ludzie wymyślają coraz inny termin zakończenia akcji wysiedleńczej.  
Na Lesznie kupuje się od powracających z placówek po aryjskiej stronie chleb po osiemset - sto złotych, kartofle po dwieście złotych za metr i masło - po czterysta złotych za kilogram. Jest to bardzo niebezpieczne, kupujący bardzo się narażają.   
Rodzina autorki jakimś cudem jeszcze utrzymuje się w getcie. Są bardzo wycieńczeni i osłabieni. Nie maja już siły ani chęci dalej ukrywać się po piwnicach. Rodzina ojca (rabina Rozencwajga) - jego siostra, siostrzeńcy z żonami i dziećmi i dalsze kuzynostwo zostało już wywiezione.
Ludzie w getcie nadal nie wierzą w ostateczną zagładę. Uważają że wywózki oznaczają prace w obozach, iż śmierć spotyka tylko chorych, starców i dzieci.
  
Autorka z przyjaciółmi stara się o przepustkę na wyjazd do Częstochowy. Ceną jest opłacenie przejazdu dodatkowych dwóch osób. Przepustki wyrabia kierownik kibucu Eliezer Geller, który także organizuje przewozy towarzyszy do kibuców znajdujących się w jeszcze spokojnych okolicach.  
Zastrzelono na Pawiaku Kierownika policji Josełe Kapota (Józef Erlich) wraz z żoną i dziećmi. Widocznie stał się niewygodnym świadkiem dla Niemców. Razem z gestapo zagarniał miliony za wypuszczanie pojedynczych osób, za różnego rodzaju kombinacje w szopach.  
Autorka pakuje swoje rzeczy przed opuszczeniem getta. Pali listy od narzeczonego oraz swój pamiętnik. Pozostawia sobie na pamiątkę jeden list i kilka zdjęć. Pakuje trochę bielizny pościelowej i osobistej, zaś pieniądze w złocie wkłada do kawałków mydła.Następnie wieczorem podejmuje wraz z dwoma przyjaciółmi Abem i Pinkiem pierwszą próbę wyjścia z getta. Nie mogą już jednak przejść przez wachę.   
Wieczór. Co sto metrów stoi policjant żydowski i legitymuje przechodniów. Dostali bowiem rozkaz dostarczenia codziennie jakiejś liczby ludzi na Umslagplatz. Trudno zatem nawet za większa sumę się wykupić, gdyż za brak wyznaczonej liczby ludzi samym policjantom grozi wysiedlenie. Najtrudniej pokazać się na ulicy kobiecie.   
Zjawił się nagle w getcie syn dalekiego krewnego ciotki Miodownik. Uciekł z młodszym bratem z Parczewa po tym jak wyrwali się z rąk gestapo. Nie mając innych krewnych i znajomych w getcie zamieszkali u Miodowników.   
Niemiecki władze okupacyjne wprowadziły zarządy komisaryczne w przedsiębiorstwach, gdzie właściciele przebywali zagranicą kraju lub nie byli w stanie samodzielnie prowadzić zakładu. Praktyka pokazała że wprowadzenie zarządców dotyczyło przedsiębiorstw żydowskich.  
Pół getta się pali. Niemcy wjechali tam tankami, bombardują z powietrza, wysadzają dom po domu. Z sześćdziesięciu tysięcy pozostałych Żydów ratują się tylko pojedyncze osoby. Uciekają z getta kanałami podziemnymi. Kiedy zrównali getto z ziemią odcięli też kanały, jednak niektórzy uciekli.  
W getcie akcja wciąż trwa. Na Nalewkach nikogo już nie ma. Pozostałych skoszarowano w kilku blokach domów Schultza i Tobbensa. Tam jednak wciąż przeprowadzają redukcję i wywożą. Robi się w getcie getto z kilku uliczek w okolicy Niskiej, Stawek i Dzikiej.  
Copyright © 2011 Centrum Badań nad Zagładą Żydów
wykonano ze środków
Ford Foundation grant No 1015-1739 oraz The Fund for support of Jewish Institutions or Projects outside Norway
realizacja informatyczna: